Siła uśmiechu czyli fragment wrześniowego pamiętnika :)
marzec 5, 2008 at 5:34 pm | In Mysli nieuczesane | 3 CommentsWrocław – magiczne miasto. Jestem tutaj dopiero miesiąc, a już przydarzyło mi się wiele niesamowitych rzeczy. Wszystkiemu winien uśmiech; ewentualnie telefon komórkowy; ale od początku.
Szkoła, moja wymarzona szkoła. Czekałam na ten dzień całe wakacje. Czwarty września, Strzelin – Wrocław pięćdziesiąt minut podróży. Przed oczami mignęła mi nazwa liceum. To tutaj. Rozpoczęcie roku. Pierwsze wrażenia, pierwsi znajomi. Trochę nieśmiało rozpoczął się apel oraz pierwsze rozmowy. Ja oczywiście wolałam stać nieco z boku i chłonąć wzrokiem wszelkie szczegóły.
Liceum, tutaj zaczyna się prawdziwe życie. Nareszcie moja osobowość i dziennikarskie zapędy nie będą tłumione. Mogę rozwijać skrzydła. Dojazd co prawda jest męczący, ale zapierałam się przed rodzicami, że do tej szkoły mogę wstawać nawet o trzeciej w nocy i zamierzam im to udowodnić i się tego trzymać.
Po tygodniu jednak przekonałam się, że opieranie się o telepiącą ścianę przedziału w pociągu potrafi dać nieźle w kość; szczególnie wcześnie rano. Zaczęłam doceniać moją mamę, która dojeżdża tak do pracy już od wielu lat.
Trzeci tydzień w szkole minął bez zmian, wyrobiłam sobie mniej więcej już opinię o niektórych nauczycielach i zapisałam się na lekcje do poszczególnych grup. Oprócz codziennej podróży na linii Strzelin – Wrocław doszło jeszcze półtoragodzinne czekanie na dworcu na pociąg.
Któregoś dnia nie wytrzymałam. Czułam się co najmniej dziwnie stojąc w miejscu, gdzie wszyscy się spieszą. Byłoby to może ciekawe gdyby nie to, że biegający w tę i z powrotem ludzie oblegali mnie wzrokiem dosyć nachalnie, co poniektórzy nawet przystawali próbując mi się przyjrzeć niczym eksponatowi w zoo. Brakowało tylko tego aby zaczęli mi pstrykać zdjęcia. Tego było już za wiele, postanowiłam wyjść. Poszłam prosto przed siebie, starając się zapamiętać jakiekolwiek punkty orientacyjne. Reklama z rewolwerem nad sklepem z bronią, płacząca wierzba? Park. Postanowiłam zawitać do tego kawałka zieleni w miejskim buszu pełnym harmideru. Usiadłam spokojnie na ławce i niewiele myśląc wyciągnęłam telefon. Piękno przyrody natchnęło mnie i podkusiło aby popstrykać dyskretne zdjęcia wszystkiemu co mnie zaciekawi.
Drzewo i gołębie, fragment czerwonej kratki z mojego piórnika?
Poczułam także nieodpartą chęć zrobienia zdjęcia zawartości kulistego śmietnika stojącego obok ławki. Tak też oczywiście zrobiłam.
Po chwili podbiegła do mnie nieestetycznie wyglądająca pani z wielkim psem. Mówiła coś bardzo niewyraźnie wypryskując przy tym strużki śliny, co było naturalne gdyż posiadała niewiele ponad dwa zęby z przodu. W ręku trzymała plik banknotów. Powtórzyła swoją prośbę o “wykręcenie numeru” w telefonie widząc prawdopodobnie moje zmieszanie na twarzy. Oferowała mi za tą usługę aż sto złotych, tłumacząc pilną potrzebą rozmowy przez telefon. Niewiele myśląc wykręciłam podyktowany mi numer i podałam telefon starszej już pani. Pieniędzy oczywiście nie wzięłam. Po chwili zaczęło do mnie docierać to, że owa kobieta może mi już nie zwrócić mojej własności. Przyglądałam się jej w milczeniu starając się ukryć targające mną emocje miłym uśmiechem. Treść rozmowy jak i słownictwo w niej użyte zdawało się potwierdzać moje obawy. Pani stwierdziła z całą szczerością, że mogłaby sp****ć z telefonem, bo jest złodziejką. Mówiła to oczywiście do swojego rozmówcy nie patrząc na mnie prawie wcale.
Twierdziła jednak, że nie zrobi tego ponieważ “taka ładna i miła dziewczyna” ze mnie, że nie warto.
Na mojej twarzy tkwił niezmienny uśmiech i stoicki spokój, podczas gdy umysł gotowość ciało wyrażało natychmiastową gotowość do pogoni za złodziejką. Na koniec pani pożegnała się ze swoim rozmówcą mówiąc przy tym, że szkoda jej “impulsów” tracić. Trochę mnie to uspokoiło.
Oddała?
Oddała wykrzykując, czy też mówiąc podniesionym tonem do mnie, że jest złodziejką! Jest złodziejką i tak “zarabia” na życie! Ludzie na sąsiednich ławkach przyglądali się tej sytuacji w osłupieniu.
Ja śledziłam kobietę do momentu oddalenia się do wyjścia, po czym ze swoim stoickim spokojem schowałam telefon głęboko do torby udając, że nic się nie stało.
Przeciągnęłam usta błyszczykiem uśmiechając się sama do siebie. Jednak sytuacja była pozytywna. Kobieta bez środków do życia utrzymująca się z kradzieży postanowiła mimo wszystko nie wzbogacić się na mojej krzywdzie. Jednak dlaczego? Czy to siła mojego uśmiechu? A może spokoju i uprzejmości?
Ten pies mógłby mi odgryźć rękę gdyby mu tylko kazała? Nie dane było mi rozmyślać nad tym długo.
W parku było stadko gołębi. Chodziły sobie na trawie naprzeciwko mojej ławki. Powoli zbliżyła się do nich postać. Była to pani w sędziwym wieku, która przyszła ptaki nakarmić sypiąc im pokruszony chleb.
Uśmiechnęłam się do niej pamiętając o gołębiach z dworca, które nie raz uszczknęły nieco z mojego drugiego śniadania.
Pani zachęcona moim uśmiechem postanowiła się przysiąść. Opowiedziała mi swoją historię. Bardzo doceniłam to, że tak łatwo zdobyłam jej zaufanie, na tyle, że opowiedziała mi o swoich osobistych dramatach. Byłam jedyną osobą, z którą rozmawiała od jakiegoś czasu. Mieszka sama we Wrocławiu i tylko gołębie towarzyszą jej od czasu do czasu. Gdybym jej nie zachęciła uśmiechem, chodziła by dalej schorowana tłumiąc własne emocje i nie mając możności odezwania się do kogoś. Mogłam przecież spuścić głowę i grzebać w torbie udając, że jej nie widzę. Poszłaby zapewne dalej, bardzo powoli, zgarbiona i smutna? Jednak chwilowy uśmiech na twarzy tej starszej pani jaki udało mi się wywołać jedynie słuchając jej opowieści był jak ciepła iskierka. Staruszka musiała wracać, wyszła na świeże powietrze aby nakarmić gołębie i rozprostować kości. Ja także miałam w niedługim czasie pociąg a więc wróciłam na dworzec.
Zdarzenia te skłoniły mnie do różnych refleksji.
Życie toczyło się dalej, znów szkoła i znów dojazdy.
Tym razem była to środa. Wymęczona po tańcu wracałam do domu późną porą. W pociągu ludzie jak sardynki; ściśnięty tłum. Znalazłam sobie miejsce obok drzwi. Szybka była zaparowana więc przetarłam ją odrobinę dłonią aby widzieć poszczególne stacje.
Ruszyliśmy, w wagonie zaduch i milcząca atmosfera.
Typowa znieczulica, nikt nikogo nie obchodzi, tylko jakaś para gdzieś między ludźmi wymieniała sugestie. Naprzeciwko mnie stał młody chłopak wyraźnie zniecierpliwiony. Zadzwonił do niego telefon. Siłą rzeczy słyszałam rozmowę prowadzoną podniesionym, zdenerwowanym tonem.
Kilka stacji milczenia i poczułam impuls, dosyć silny. Naszła mnie nieodparta chęć narysowania palcem na zaparowanej szybie uśmiechniętej buźki. Przed Strzelinem, przetarłam jeszcze raz miejsce przez które dotąd patrzyłam i narysowałam buźkę uśmiechając się przy tym sama do siebie. Kątem oka dostrzegłam obserwującego mnie już od dłuższego czasu chłopaka, który o dziwo z uśmiechem narysował palcem podobną buźkę pod moją. Moje kąciki ust powędrowały maksymalnie do góry obnażając zęby. Chłopak uśmiechał się tak samo szeroko. Nie zamieniliśmy ani słowa pozwalając na swobodne wyrażenie emocji w tym plastikowym tłumie. Pociąg stanął. Czas wysiadać. Szłam dalej przez zasypiające miasto z szerokim uśmiechem i w jak najlepszym humorze. Wystarczył jedynie gest aby ze zmęczonych i znudzonych niemych kukieł stać się pełnymi radości ludźmi.
Przez cały wieczór nie opuszczał mnie dobry humor, nawet teraz gdy sobie przypomnę o tej sytuacji momentalnie uśmiech powraca. Tak właśnie upłynął wrzesień – bardzo pozytywnie, a trzeba tak niewiele, wystarczy po prostu –
.
hexa1492
Komentarzy: 3 »
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack
Dodaj komentarz
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.
Bardzo dobry wpis. Tytuł jest mylący, ponieważ zawarłaś w nim prawie cały wrzesień, a nie jego fragment. Styl jest adekwatny dla pamiętnika, ale brakuje w nim dat, wygląda to raczej na podsumowanie całego miesiąca. Masz dobry styl, czyta się przyjemnie. Dobrze, ze używasz krótkich zdań, to wskazany zabieg dziennikarski, a szczególnie dla początkującego dziennikarza.
Błędy:
Brak przecinków w paru miejscach, parę błędów rzutujących na styl, np:
„eksponat w zoo” – eksponaty są w muzeum w zoo zwierzaki.
„nieestetycznie wyglądająca pani” – nie mówimy tak o ludziach, mogą ubierać się nieestetycznie, ale sami w sobie takimi nie mogą być.
„Typowa znieczulica, nikt nikogo nie obchodzi” – złe użycie terminu znieczulica.
„Ja śledziłam kobietę do momentu oddalenia się do wyjścia” – kto wyszedł z parku, może dodaj tą kobietę.
„Jednak sytuacja była pozytywna” – błąd stylistyczny, o sytuacji możesz powiedzieć, że jest: bieżąca, przykra, żenująca, dogodna itd. Lepiej jak napiszesz np. doświadczenie było pozytywne.
„gdy umysł gotowość ciało wyrażało natychmiastową gotowość” – powtórzenie, zła odmiana,
„Wystarczył jedynie gest aby ze zmęczonych i znudzonych niemych kukieł stać się pełnymi radości ludźmi” – stosujesz tu tez na zmianę liczbę pojedynczą i mnogą. Poza tym w tym fragmencie zdania się nie łącza zbyt zgrabnie ze sobą: “Szłam dalej przez zasypiające miasto z szerokim uśmiechem i w jak najlepszym humorze. (może dodać: i pomyślałam, że …) Wystarczył jedynie gest aby ze zmęczonych i znudzonych niemych kukieł stać się pełnymi radości ludźmi.”
Niepoprawnie zastosowane średniki na początku tekstu.
Niepotrzebnie rozdzielasz takie małe fragmenty tekstu akapitami, tym bardziej, że niektóre z nich są kontynuacją jednej myśli.
Comment przez gosiastroka — marzec 5, 2008 #
Czytając to po prostu mnie zatkało. Wciągający tekst. Tak śmiesznie, że ktoś z moich znajomych przeżywa takie rzeczy. Być może to prawda. Szkoda, że dużo ludzi o tym nie wie… uśmiechem możemy dużo zyskać. Zjednać sobie ludzi itp
Słuszne refleksje.. wyjątkowe.
Comment przez zizu144 — marzec 6, 2008 #
Lubię, kiedy zdarzają mi się podobne historie. Nie moglabym jednak wstawać wcześniej po to, aby dojechać do liceum. Wolałabym się przeprowadzić ze wszystkimi konsekwencjami tego czynu.
Comment przez bardziej — marzec 6, 2008 #