Melodia

wrzesień 5, 2008 at 8:20 pm | In Mysli nieuczesane | 1 Comment

Wychodzę sama w ten chłodny wieczór,

między liśćmi drzew przebijają żółte smugi sztucznego światła,

idąc dróżką między drobnymi krzewami i widząc ciepłe światło latarni,

czuje się ten niesamowity klimat, wzmagany faktem, iż to miejsce było kiedyś cmentarzem,

bardzo, bardzo starym cmentarzem… .

Słyszę śmiechy, krzyki i szczęk zgniatanych puszek,

no cóż… nie jestem tu sama, niestety… .

Widzę pień ściętego dębu,

ubolewam nad tym, gdyż z dębem tym związana była pewna historia,

a teraz z tego potężnego drzewa pozostał nawet nie kikut – tuż przy ziemi.

vanitas… .

Jednak w tym miejscu przebywałoby się przyjemniej, gdyby nie pojedyncze “ja pierdole” przeszywające powietrze.

Mam piasek w butach. To nic, niech sobie tam będzie.

Idę dalej, kolejne miejsca szarpią delikatnie struny wspomnień

lipowa alejka, kolejny park i plac zabaw,

mam ogromną ochotę pofrunąć na huśtawce… .

Idę dalej, widzę surowe budynki, betonowe chodniki

i okna, mnóstwo okien z firanami, przez które przebija sztuczne światło.

Zastanawiam się ile tajemnic, ludzkich dramatów, chwil radosnych, wspominanych przez sentymentalnych – dzieje się w tej chwili otoczonych surowymi murami z betonu i więzionych w szklanych kratach szyb.

Piasek w butach uwiera mnie w stopy.

Wyobrażam sobie jakby było miło zamienić w tej chwili betonowy chodnik na miękką trawę, po której mogłabym chodzić boso.

Widzę przez wybite okno piwnicy pana wymieniającego żarówkę w starej lampie – mam taką samą w mojej piwnicy.

Mijając kolejne skrzyżowania uliczek,

odczuwając kolejne drgania strun,

kąciki ust zadzierają się do gwiazd.

Zza żywopłotu bije blask ognia,

w całej okolicy czuć dym i zapach pieczonego mięsa.

Mam ogromną ochotę usiąść przy takim ognisku… .

Idę dalej,

nie widzę domu porośniętego bluszczem…

powinien tutaj być,

gdzie jest ten dom porośnięty bluszczem?

Jest.

Jest i przedszkole,

ale nie ma smerfów na murze jak kiedyś… .

vanitas…

Pora wracać moi mili.

Naprawdę pora… .

Wracam więc, mijając te same miejsca, struny grają cichą melodię przerywając raz po raz.

Mijam grupki młodych ludzi o niesympatycznych twarzach, gestach,

nawet o niesympatycznym śmiechu.

To dosyć dziwne, ale śmiech naprawdę może być niesympatyczny.

Uwalniam stopy, wchodzę po schodach do góry.

Uruchamiam komputer… .

Nadchodzi czas aby w końcu nacisnąć to “publikuj”… .

hexa1492

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.