Uczta dla Żukomana
październik 31, 2008 at 10:59 pm | In Dziennikarskie | Leave a CommentOstatnio do wypożyczalni trafił film, o którym, nie wiedzieć czemu, zbyt głośno nie było. W mojej opini zasługuje on jednak na zainteresowanie, dlatego postanowiłam poświęcić mu tutaj trochę uwagi.
Musical Across the Universe, w reżyserii Julie Taymor, to zjawisko, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Ta amerykańsko – brytyjska produkcja to prawdziwa eksplozja niczym nieskrępowanych kolorów, doznań, obrazów, przechodzących niekiedy we wręcz narkotyczne wizje, a jednak tworzy spójną, pobudzającą wszystkie zmysły całość. Jak na musical przystało niekwestionowanym atutem jest tu oczywiście dźwięk! To on czyni ten film tak wyjątkowym. Całość aż kipi muzyką, która nie jest, jak w większości nowszych produkcji tego gatunku, wyrwanym z rzeczywistości przerywnikiem, lecz integralną częścią całości, tworzącą fabułę. Wszystkie przedstawione tu utwory to nowe wykonania piosenek legendarnej grupy The Beatles, co czyni tę produkcję prawdziwą ucztą dla fanów żuków. Przeboje takie jak All you need is Love, I want to hold your hand, czy If I feel na nowo nabrały znaczenia, tchnęły powiewem świeżości. W otoczeniu psychodelicznych obrazów widz spotyka się ze światem o jakim opowiadali nam muzycy, widzi sytuacje i postacie jakie być może były tematami tekstów zespołu. Akcja osadzona jest w latach 60-tych XX wieku, w czasie gdy Stany Zjednoczone toczą wojnę w Wietnamie. Bohaterowie to młodzi ludzie, którzy na własnej skórze doświadczają całej brutalaności świata tamtego okresu. Także widzimy tu pobór do armii, radykalny ruch pacyfistyczny, zamiłowanie w doznaniach narkotyczych, mieszkania – komuny, ludzi chcących zmienić świat, a jednak bezradnych, wrzuconych w wir systemu. Postacie to w większoćci ludzie, którzy nie byli nikim szczególnym, z powodzeniem można ich identyfikować z ogółem owczesnego społeczeńswta. Co ciekawe w filmie nastąpił rzadko spotykany paradoks. W głównych rolach nie zobaczymy znanych twarzy. Wiodące postacie grają: Jim Sturgess, Evan Rachel Wood i Joe Anderson. Natomiast ikony show biznesu zagrały role epizodowe takie jak pielęgniarka: Salma Hayek czy pisarz – filozof doktor Robert(w tej roli Bono). Produkcję tę z powodzeniem można określić jako oryginalną, a nawet dziwną. Film, choć ogólnie jest pozytywny nie należy do tych z gatunku lekkie, łatwe i przyjemne. Skierowany jest raczej do odbiorcy, który obok doświadczania nietuzinkowych wrażeń estetycznych ma także ochotę na to by film przemyśleć, przeżyć, a nawet o nim poduskutować.
Zdecydowanie polecam.
toll3
Refleksja na temat przyjaźni
październik 31, 2008 at 8:57 pm | In Proza | Leave a Comment„Przyjaźń jest najdelikatniejszym kwiatem, który rozwija się z wzajemnych kontaktów międzyludzkich. Jeżeli nie dbamy o niego cierpliwie i niestrudzenie, więdnie i usycha, zanim otworzy wszystkie swoje pączki.”
„Przyjaźń nie potępia w chwilach trudnych, nie odpowiada zimnym rozumowaniem: gdybyś postąpił w ten czy tamten sposób… Otwiera szeroko ramiona i mówi: nie pragnę wiedzieć, nie oceniam, tutaj jest serce, gdzie możesz spocząć.”
„Rzeczy zmieniają się wokół nas, zmieniają się także i ludzie, którzy zniżają się do poziomu rzeczy, ale nie zmieniają się przyjaciele, co udowadnia, że przyjaźń to coś boskiego i nieśmiertelnego.”
„Przyjaźń, która się kończy, tak naprawdę nigdy się nie zaczęła.”
„Nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem.”
„Przyjaciel – ktoś, przed kim można głośno myśleć.”
Kiedy zastanawiałam się nad tematem tego tekstu rozmawiałam właśnie z moim wieloletnim przyjacielem. Pomyślałam: opiszę po prostu przyjaźń, czym jest dla mnie, choć to sztampowy temat, bo – myślę -te cytaty, tyle mądrych, pięknych słów, ale to są myśli innych, obcych ludzi. Nawet nie ze wszystkimi się zgadzam! Słysząc „przyjaźń” zastanawiam się raczej czym jest ona dla mnie samej… Czym właściwie jest moja przyjaźń? Nie jest ani zwykła, ani mała, ani nieważna, ale nie jest też pełna patosu. Patos kojarzy mi się ze sztucznością, z czymś kompletnie nieżyciowym, a moja przyjaźń nie jest przecież sztuczna. Uwielbiam czytać Biblię, znajduję w niej odpowiedzi na moje pytania, traktuje na temat właściwie każdego aspektu życia człowieka. Jednym z moich ulubionych fragmentów Starego Testamentu jest historia przyjaźni Dawida i Jonatana.
„I zawarli tedy Jonatan z Dawidem związek przyjaźni, ponieważ umiłował go jak siebie samego” (1Sm 18:3)
Nie będę tutaj opowiadać całej tej historii. Jeśli jej nie znasz zachęcam – sięgnij do Biblii i przeczytaj. Czym więc jest przyjaźń? Przyjaźń Jonatana i Dawida pokazuje, że przyjaciel to ktoś, kogo szczęście jest dla nas ważniejsze niż nasze własne. Ktoś, kto nie boi się przeciwstawić i pomóc przyjacielowi, nawet jeżeli grozi mu to śmiercią. Ich relacja była niesamowita i piękna. Nic więc dziwnego, że została zapamiętana i znani są oni wiele tysięcy lat później.Dla mnie samej w przyjaźni jest ważne nie tylko to, że dobrze mi się z kimś rozmawia. Nie tylko to, że tej osobie ufam, nie boję zwierzać i mam pewność, że tego nie rozpowie. Nawet nie jest ktoś, kto doradzi, zwróci mi uwagę, gdy robię źle i pocieszy w smutku. Przyjaciel to raczej ten, który gdy na niego nawet bez powodu nakrzyczę, pogniewa się, ale gdy go szczerze przeproszę – naprawdę wybaczy. Ten, kto popełnia błędy, ale umie się do nich przyznać i walczy, by było dobrze, a nie czeka aż nieprzyjemna atmosfera sama minie. Mój przyjaciel to tylko ktoś, kto gdy jesteśmy umówieni na długo wyczekiwane spotkanie, bez wahania odwoła je, gdy ktoś trzeci będzie potrzebował jego pomocy. To ta osoba, która, gdy widzi, że nie jest ze mną dobrze, pomoże mi nawet wbrew mojej woli, gdy uzna to za konieczne. Jeśli ja jestem nieuczciwa wobec kogoś, to prawdziwy przyjaciel weźmie jego, nie moją stronę. To ktoś, kto nie podporządkuje pode mnie całego swojego życia, ale gdy dowie się, że jestem w potrzebie potrafi rzucić wszystko i jeszcze tego samego dnia przejechać pół kraju, po to tylko, żeby mnie przytulić.
Prawdziwa przyjaźń to dla mnie ta, w której zdarzają się mniejsze i większe burze, nawet całe tornada, pożary, powodzie, słowem – wszystkie możliwe katastrofy, ale potem te dwie osoby siedzą razem, całe brudne i poranione, i zbierają zgliszcza przyjaźni. Aż w końcu wychodzi tęcza.
toll3
Chłodny taniec z m i b
październik 31, 2008 at 8:10 pm | In Dziennikarskie | Leave a CommentChłodno.
Zimno.
Ponuro.
Miło.
Taki stan.
Niepoprawny.
Niech każdy myśli co chcę, ale mi się to podoba.
Na nowo poczułam jakby były już święta. Czas płynie tak szybko, a zarazem tak mnie niszczy.
Swoją monotonią.
Jest kryzys. Jak nigdy nie było tak teraz jest. Ubolewam, ponieważ nie jestem przyzwyczajona do braku laku.
Schowm ten kicz do kieszeni.
Muszę ją mieć. Wyjęłam gotówkę ze starego, drucianego portfela. Skierowałam się w stronę kantoru i zrobiłam to. Leży w szafie, ale jest moja…Uwielbiam swoją ambicję, która niestety bywa zaskakująca. Raz jest, a raz jej nie ma.
Nuda.
Szczeniacka bigoteria. A może nie? Jak to jest, że niektórzy mają w sobie wiarę choć tak naprawdę TEGO nie ma. Mimo wszystko wierzą. Naiwniacy. A ja tak bardzo im zazdroszczę, ponieważ sama kiedyś odnajdywałam w tym ujście.
Pójdę do pracy.
Zbliżają się długie, ciemne wieczory.
Wynik: satysfakcja, styrana bania.
Niech mi siądzie na psychice. Już bardziej i tak się nie da.
Wiesz czego nie mogę się doczekać?
Wieczoru, w których wejdę z zimnymi, bosymi stopami pod kołdrą, otulona Twoją szarą bluzą, w której wyglądam jak mały człowiek. I przytulę mocno misia ze śmieszną mordką również od Ciebie. Wtedy pomyślę jak bardzo mi dobrze, a zarazem zrobi mi się ogromnie przykro, że nie leżysz tutaj obok mnie. Tak bardzo popłyną mi łzy.. Zasnę uśpiona przez wspomnienia, z niepokojem na “przemkowej” twarzy. Wolę wierzyć, że jeszcze kiedyś będziesz mój.
Chciałabym móc Cię pokochać. Czy kiedyś to zrozumiesz?
Czy TY zawsze będziesz mnie kochać?
Tak jak kiedyś…
Ps: Skupiłam się trochę na sobie. Jest to forma takiego pamiętnika, który dla ludzi może być nie zrozumiały. Nic tutaj nie jest poukładane, ale na pewno nie są to ” wolne myśli”
zizu144
Lubię lato i te dni….
październik 29, 2008 at 7:30 pm | In Dziennikarskie | 1 Comment
Lubię lato. Zawsze przynosi coś nowego.
Życie codziennie w mym rodzinnym mieście uczy mnie tych bardziej przykrych rzeczy.
Ale i doświadczam dobra w wakacje.
Coraz częściej próbuje czegoś czego nigdy wcześniej bym nie zasmakowała.
Poszukuje ujścia w muzyce, filmach oraz w książkach.
Dobieram sobie osoby takie, które będą przy mnie częściej niż na rok czy dwa.
Nie pragnę bawić się mężczyznami i przebierać w nich.
Dojrzewam choć często jestem zagubiona. Zostaje w tyle..
Potem zaś oglądam się za siebie i twierdzę, że większość moich czynów była słuszna.
Mimo potknięć. Czasem płaczę, że komuś nie dowaliłam bardziej, bo tak strasznie mnie zranił albo, że nie zagadałam od tak po prostu do przechodzącej obok mnie nieznanej osoby aczkolwiek wiem, że wszystko ma swój cel, który łączy się z początkiem i końcem. A w końcu (moje ulubione słowo) każdego nowego, szczęśliwego dnia uczę się cierpliwości do życia, miłości, przyjaźni, facetów i czasu, który płynie błogo raz za szybko raz zbyt wolno. Kołyszę się na wietrze. Radosna, często zamyślona. Zawieszona między światem realnym, a tamtym..
Dziękuje. Niczego więcej nie potrzebuję.
Jeśli chcesz możesz kupić mi kwiaty. Z nich się ucieszę..
zizu144
październik 29, 2008 at 7:28 pm | In Dziennikarskie | 2 Comments
Wszystko stoi w miejscu. Czas płynie, a ja stoję w środku i nie mam na nic wpływu. Nudno mi…Cholernie. Mimo to są rzeczy, które chciałabym komuś opowiedzieć z najdrobniejszymi szczegółami, które wnikną w głąb mej duszy i oczyszczą ją. Do tej pory spotkałam dwóch takich ludzi. Jeden jest daleko, ale niebawem wróci, drugi zaś odszedł na zawsze, bo ja tego chciałam. Był wariatem lecz czyż nie jest prawdą, że szalony z szalonym najlepiej się dogadają?
Poza tym nie chce już pisać. Nie mam takiej potrzeby. Mój jedyny talent niebawem wygaśnie, bo go nie pielęgnuje. Bo przestałam walczyć. Nie chce.. chyba nie mam na to sił.
Dziękuje.
Dowidzenia.
Myśli nieuczesane.
” Stała przy oknie. Wpatrzona w drogę. Autobus jechał i stawał, jechał i stawał. Przecież była to godzina szczytu. Nic dziwnego. Jej oczy stawały się coraz większe i większe. Małe perełki, duże giganty. Rozszerzały się raz po raz. A potem.. Utkwiwszy wzrok w jednym punkcie zaczęły lecieć jej łzy z oka. I tak już zostało. Dopiero, kiedy wysiadła zrozumiała, że nie warto. Nie tego oczekiwała.”
zizu144
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.