Zadania
DEEP PURPLE- to legendarny zespół rockowy, który stworzył wiele niezapomnianych przebojów, a ich koncerty były wielkim przeżyciem dla fanów i ważnym wydarzeniem kulturowym. Ostatnio, 1 Maja, przyszedł czas na Polskę, by po licznych koncertach a’ la muzyki poczuła prawdziwą eksplozję.
I JAK WE WROCŁAWIU?
Praktycznie wszystkie wypowiedzi i komentarze po wrocławskim koncercie Deep Purple to same superlatywy, z którymi trudno polemizować. Purple zagrali naprawdę dobry koncert, który porwał szczelnie wypełnione fanami Pola Marsowe. Zachwycony pobiciem gitarowego rekordy Guinnessa oraz samym koncertem był również gitarzysta Deep Purp…
Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, kliknij:
http://deeppurple.com.pl/
POCZĄTKI
Grupa powstała w 1968 początkowo w składzie Ritchie Blackmore (gitara), Jon Lord (organy Hammonda), Chris Curtis (wokal). Jednak niedługo w zespole nastąpiły znaczące zmiany kadrowe. Z pierwotnego składu pozostali tylko Jon Lord i Ritchie Blackmore, a do nich dołączyli: Ian Paice (perkusja), Rod Evans (wokal) oraz Nick Simper (gitara basowa). W tym okresie grupa nosiła jeszcze nazwę Roundabout („Karuzela…
Jeśli chcesz się dowiedzieć się więcej, kliknij:
http://www.lastfm.pl/music/Deep+Purple
CO BYŁO PÓŹNIEJ?
Deep Purple znalazło złoty środek pomiędzy prostym brzmieniem ówczesnego hard rocka, a nieco pretensjonalnym rockiem progresywnym. Z lat 1970 – 1973 pochodzi większość przebojów grupy. W roku 1972 zespół wydał album Machine Head, który uznawany jest za największe dokonanie grupy. To właśnie z tego albumu pochodzi najbardziej rozpoznawany utwór zespołu – “Smoke on the water”. Zespół rozpadał się w 1976 roku lecz w 1984 został reaktywowany i zostały nagrane dwie płyty – Perfect Strangers oraz The House…
Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś więcej, kliknij:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Deep_Purple
LIDER I POMYSŁODAWCA NAZWY ZESPOŁU
Swoją pierwszą gitarę dostał od ojca w wieku jedenastu lat, wtedy też zaczął pobierać lekcje gry na gitarze klasycznej, co miało duży wpływ na jego muzyczne ukształtowanie oraz na przyszły styl gry. Wiele jego rockowych utworów nawiązuje swym klimatem do klasyki. Muzyka poważna szybko znudziła młodego wówczas gitarzystę. Ritchie chciał grać szybciej i głośniej. Pod koniec lat 50. nawiązał kontakt z mieszkającym niedaleko Jimim Sullivanem, który był muzykiem sesyjnym. Przez kolejne dwa lata Sullivan kształcił Blackmore’a, oraz wprowadził go w światek muzyczny. Blackmore rozpo…
Jeśli chcesz się dowiedzie więcej, kliknij:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ritchie_Blackmore
MEDYCYNA
Medycyna dzieli się na wiele oddziałów.Takim jednym z tych oddziałów
jest farmacja. Jest ona ponadczasowa. Codziennie się z nią stykamy nawet
jak nie poświęcamy jej uwagi. Między innymi sam zestaw witamin wiążemy z
nią. Kiedy chorujemy nie możemy obojętnie obok niej przejść. Jest
po prostu wszędzie i choćbyśmy jej unikali jak ognia nie jesteśmy wstanie
jej wyrzucić z naszego życia. Ona jest i będzie ponadczasowa.
Farmacja (nauki farmaceutyczne) nauka o lekach, także ogólna nazwa
wszystkich kierunków studiów farmaceutycznych. Nazwa pochodzi ze
starożytnego egipskiego: ph-ar-maki znaczącego kto zapewnia
bezpieczeństwo.
Farmacja zajmuje się zarówno lekami syntetycznymi, jak i pochodzenia
naturalnego, ale także składnikami lekowymi kosmetyków oraz żywności.

Chcecie się więcej dowiedzieć zapraszam na stronę:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Farmacja
Farmacja dzieli się na :
Farmacje stosowaną
Farmakoekonomikę
Farmakognozję
Farmakopeę
Farmacja stosowana – dział farmacji zajmujący się jej aspektami
praktycznymi, czyli m.in. technikami produkcji leków recepturowcyh i
środków leczniczych oraz metodami kontroli leków.
Farmakoekonomika- jest interdyscyplinarną nauką z pogranicza nauk
ekonomicznych i farmakologii, zajmującą się ekonomiczną oceną
farmakoterapii. Podstawą tej oceny jest badanie relacji między kosztem
farmakoterapii, a uzyskanymi dzięki niej efektami zdrowotnymi (mogą one
być mierzone skutecznością, ale też wartością pieniężną lub wpływem na
długość / jakość życia). Podstawowe rodzaje analiz farmakoekonomicznych
to analiza efektywności kosztów (cost effectiveness) oraz analiza
użyteczności kosztów (cost utility). Do narzędzi oceny
farmakoekonomicznej należą także analityczne modele decyzyjne. Analizy
farmakoekonomiczne stanowią część oceny lekowych technologii medycznych.
Farmakognozja- dział farmacji nauka o substancjach pochodzenia
roślinnego, które są wykorzystywane jako leki.
Farmakopea- (kodeks apteczny) urzędowy spis leków dopuszczonych w danym
kraju lub na danym terenie do obrotu, oraz obwarowany tymi samymi
zastrzeżeniami spis surowców służących do ręcznego sporządzania
niektórych z tych leków w aptece.
Reszta informacji na stronie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria_Farmacja

http://pl.wikipedia.org/wiki/Instytut_Farmaceutyczny
(WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY) - to wydarzenie, które odbywa się co roku w całej Polsce ok. stycznia. Jest to jeden dzień , w którym ludzie wychodzą na ulice i wrzucają pieniądze każdej wartości ( od 1 grosza i więcej) do puszek, z którymi chodzą wolontariusze. Zebrane pieniądze zostają przekazane na rzecz najbardziej potrzebujących, a w szczególności dla chorych dzieci. Fundacja została utworzona przez Jerzego Owsiaka w 1993 r i do dziś cieszy się popularnością. W obecnym 2009r odbył się XVII f

inał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na którym zebrano 40 458 625,09 PLN.
HISTORIA WOŚP
Fundacja ta została założona w Warszawie 2 marca 1993 przez Jerzego Owsiaka, Lidię Niedźwiedzką-Owsiak, Bohdana Maruszewskiego, Piotra Burczyńskiego, Pawła Januszewicza, Waltera Chełstowskiego oraz Beatę Bethke. Pomysł założenia fundacji zrodził się po udanej akcji zbierania pieniędzy dnia 3 stycznia 1993, zapoczątkowanej przez Owsiaka w muzycznym programie emitowanym przez drugi kanał Polskiej Telewizji (TVP2) pt. “Róbta co chceta”, znanym również pod nazwa “Kręcioła“[3].
Chcesz wiedzieć więcej? http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Orkiestra_%C5%9Awi%C4%85tecznej_Pomocy#Historia
NA CZYM POLEGA DZIAŁALNOŚĆ WOŚP
Podstawowym celem Fundacji jest działalność w zakresie ochrony zdrowia polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci, i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, jak również na działaniu na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://patrz.pl/lOS/galeria/1481-2/Wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy
JERZY OWSIAK
(ur. 6 października 1953 roku w Gdańsku) – polski dziennikarz radiowy i telewizyjny, działacz charytatywny.
Założyciel i prezes zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, główny pomysłodawca i realizator corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, twórca jednej z największych cyklicznych imprez muzyczny
ch Przystanku Woodstock. Jest także witrażystą i posiada uprawnienia psychoterapeuty.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Owsiak
I Finał WOŚP – 3 stycznia 1993
Pierwszy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbył się 3 stycznia 1993 roku. Absolutnie wyjątkowy i szczególny m.in. dlatego że pierwszy i ukierunkowujący dalszą przyszłość pieniężnej zbiórki ulicznej. Zazwyczaj jest tak że ten pierwszy raz jest najważniejszy i rzutujący na dalsze finały, a także powodzenie całej akcji.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/I_Final_WOSP_3_stycznia_1993,18120.html
II Finał WOŚP – 2 stycznia 1994
Dzięki fantastycznemu odbiorowi pierwszej akcji pod szyldem WOŚP i w konsekwencji udanej pomocy sprzętowej potrzebującym, uliczna zbiórka pieniędzy zaowocowała kolejnym Finałem.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul /II_Final_WOSP_2_stycznia_1994,18133.html
III Finał WOŚP – 8 stycznia 1995
Po raz trzeci z WOŚP-em Polacy spotkali się 8 stycznia 1994 roku. Wtedy głównym hasłem Finału była zbiórka na zakup sprzętu dla klinik onkologicznych.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/III_Final_WOSP_8_stycznia_1995,18134.html
IV Finał WOŚP – 7 stycznia 1996
W styczniu 1996 roku orkiestrowe skarbonki zagrały po raz czwarty i po raz czwarty zdały egzamin. Podczas Finału poświęconego na zbiórkę pieniędzy dla ratowania życia dzieci….
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/IV_Final_WOSP_7_stycznia_1996,18135.html
V Finał WOŚP – 5 stycznia 1997
Dzięki zbiórce pieniędzy podczas styczniowego Finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 1997 roku, udało się uratować wiele dzieci z chorobami serca.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/V_Final_WOSP_5_stycznia_1997,18136.html
VI Finał WOŚP – 4 stycznia 1998
O tym komu WOŚP będzie pomagać i na co będziemy zbierać fundusze podczas kolejnego finału, decydują długie spotkania z fachowcami w dziedzinie medycyny, a także długotrwałe i przede wszystkim trudne analizy.
Chcesz widzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/VI_Final_WOSP_4_stycznia_1998,18137.html
VII Finał WOŚP – 10 stycznia 1999
Dla ratowania życia noworodkomNiekiedy rodzą się za wcześnie, przez co, bez specjalistycznego sprzętu, nie mogłyby normalnie oddychać i smakować życia.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/VII_Final_WOSP_10_stycznia_1999,18138.html
VIII Finał WOŚP – 9 stycznia 2000
9 stycznia 2000 roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała po raz ósmy. Tym razem uzyskane kwoty pieniężne pomogły uratować mnóstwo dzieciaków z chorobami nerek.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/VIII_Final_WOSP_9_stycznia_2000,18139.html
IX Finał WOŚP – 7 stycznia 2001
IX Finał, który był poświęcony diagnostyce noworodków, pozostał w pamięci jako ten wyjątkowy, bowiem zebrana suma pieniędzy była wtedy rekordowa – 6.112.642,74 USD.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/IX_Final_WOSP_7_stycznia_2001,18140.html
X Finał WOŚP – 13 stycznia 2002
13 stycznia 2002 roku odbył się jubileuszowy X Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oprócz chwili refleksji z działalności Fundacji przez niemal dekadę, Finał nie zwolnił wcale tempa pracy.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/X_Final_WOSP_13_stycznia_2002,18181.html
XI Finał WOŚP – 12 stycznia 2003
Bez zakupionego dzięki Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy sprzętu, polskie szpitale byłyby tylko pustymi budynkami, a lekarze nie mogliby skutecznie zapobiegać wielu groźnym schorzeniom jakie występują u dzieci i niemowląt. XI Finał poświęcony był właśnie zbiórce pieniędzy na zakup sprzętu medycznego dla oddziałów niemowlęcych i dzieci młodszych.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XI_Final_WOSP_12_stycznia_2003,18182.html
XII Finał WOŚP – 11 stycznia 2004
Bez zakupionego dzięki Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy sprzętu, polskie szpitale byłyby tylko pustymi budynkami, a lekarze nie mogliby skutecznie zapobiegać wielu groźnym schorzeniom jakie występują u dzieci i niemowląt. Dlatego po raz drugi Finał poświęcony był właśnie zbiórce pieniędzy na zakup sprzętu medycznego dla oddziałów niemowlęcych i dzieci młodszych.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XII_Final_WOSP_11_stycznia_2004,18183.html
XIII Finał WOŚP – 9 stycznia 2005
XIII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie był wcale pechowy. Wprost przeciwnie, ten Finał był niezwykle szczęśliwy, bowiem udało się uzbierać 9 864 292,87 USD.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XIII_Final_WOSP_9_stycznia_2005,18184.html
XIV Finał WOŚP – 8 stycznia 2006
Wszędzie tam gdzie mieszkają Polacy trwał XIV Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tym razem celem akcji była zbiórka funduszy na „Ratowanie Życia Dzieci Poszkodowanych w Wypadkach, w tym na Naukę Udzielania Pierwszej Pomocy”. Na żywo z wielu miejsc w Polsce imprezę relacjonowała TVP.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XIV_Final_WOSP_8_stycznia_2006,18185.html
XV Finał WOŚP – 14 stycznia 2007
Hasło „do końca świata i o jeden dzień dłużej” co roku staje się jak najbardziej aktualne. Orkiestra gra już ponad piętnaście lat, a suma pieniędzy lub co ważniejsze zakupionego sprzętu medycznego, który ratuje życie jest kosmiczna… Jak wyglądałyby polskie szpitale bez WOŚP-owego wsparcia?
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XV_Final_WOSP_14_stycznia_2007,18186.html
XVI Finał WOŚP – 13 stycznia 2008
13 stycznia 2008 roku dopisało wszystko; była piękna pogoda, było mnóstwo imprez towarzyszących w całym kraju, była szalona podróż Jurasa czyli Hel, Gdańsk, Wrocław, Kraków, Warszawa – to całkiem fajna trasa! No i pozdrowiliśmy „Dobre Anioły”, kończąc dzień pięknym wynikiem 30.031.893!
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/XVI_Final_WOSP_13_stycznia_2008,18187.html
XVII Finał WOŚP – 11 stycznia 2009
XVII Finał w swoim całym graniu za nami, ale przed nami wielkie, wielkie liczenie. W poniedziałek, 12 stycznia o godzinie 15:00 w czasie zorganizowanej na szybko konferencji prasowej podaliśmy wstępne podliczanie efektów Finału i choć naprawdę dystansujemy się do pojęcia „rekord”, to wydaje się, że pieniędzy będzie znowu bardzo dużo.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.org.pl/17final/
AUKCJE WOŚP 2009!
Dziękujemy za tegoroczne ALLEGRO!
Nie są rekordy celem grania Orkiestry i zawsze z ogromną rezerwą traktujemy pytania w rodzaju – czy liczycie na kolejny rekord? No więc nie, nie liczymy, ale jeśli zdarzy się, to nasza radość będzie ogromna!
Chcesz wiedzieć więcej?
http://aukcje.wosp.org.pl/?gclid=CPCLtv76hJoCFUQI3wodXVscFQ
JAK ZOSTAĆ WOLONTARIUSZEM
Od momentu pierwszej zbiórki Fundacja przeszła prawdziwą metamorfozę, w związku z czym obecnie każdy z wolontariuszy zbierając pieniądze na rzecz Finału musi to robić zgodnie z obowiązującymi zasadami czyli zbierać fundusze w dzień Finału WOŚP, nie kwestować po domach, legitymując się ważnym identyfikatorem i przede wszystkim rozliczyć się ze zebranych pieniędzy.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://wosp.dlastudenta.pl/artykul/I_Ty_mozesz_pomoc,18196.html
WOŚP ZA GRANICĄ
W organizację XV Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy włączyli się także Polacy mieszkający zagranicą. Zorganizowano tam 36 sztaby.
Chcesz wiedzieć więcej?
http://fakty.interia.pl/raport/wosp/lista-sztabow-za-granica
filmiki o WOŚP: http://patrz.pl/filmy/wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy-historia
http://www.youtube.com/watch?v=a89vAGtHkOk
http://www.youtube.com/watch?v=NnciTHFVP8M
http://www.youtube.com/watch?v=aebwtx2natI
zizu144
<!–[if gte mso 9]> Normal 0 21 <![endif]–>
Nie tylko w Afryce

Praca misjonarza nie zawsze musi oznaczać spędzanie życia w dalekiej Afryce. O swoich doświadczeniach w byciu misjonarzem opowie Iwona, która służy w… Polsce.
Iwona Eifling wychowała się w Cieszynie. Aktualnie jest misjonarką z ramienia amerykańskiej organizacji Josiah Venture. W roku 2006 wraz z mężem, z pochodzenia Amerykaninem, przeprowadziła się do Polski. Obecnie oboje służą w Kościele „Społeczności Chrześcijańskiej we Wrocławiu”. Mają dwoje dzieci.
Beata Góral: Iwona, jak wiem, jesteś misjonarką w organizacji Josiah Venture. Czym zajmuje się ta organizacja?
Iwona Eifling: Josiah Ventura to organizacja misyjna, która zajmuje się szkoleniem liderów młodzieżowych, czyli ludzi, którzy chcą pracować z młodzieżą, mówiąc im o tym, ze Bóg chce mieć z nimi relację. JV działa w 11 krajach europy wschodniej: Polska, Litwa, Estonia, Ukraina, Czechy, Słowacja, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Serbia i Albania.
B.G.: Mówisz, że JV zajmuje się pracą z młodzieżą. Dlaczego Ty zdecydowałaś się na pracę właśnie z tą grupą wiekową?
I.E.: To dość długa historia. Kiedy miałam 15 lat, byłam bardzo rozbitą wewnętrznie nastolatką. Moi rodzice rozwiedli się. Byłam pełna gniewu, szukałam czegoś więcej w życiu, czegoś, co sprawi, że będę szczęśliwa. Pragnęłam, żeby był ktoś, kto mógłby mną pokierować przez życie. Zawsze cicho marzyłam o tym, żeby znalazła się jakaś ręka kogoś, kto by mnie poprowadził. Długo szukałam tej ręki, jednak kiedy miałam 15 lat koleżanka zaprosiła mnie na tzw. „tydzień ewangelizacyjny”. Właściwie nie wiedziałam, co się tam będzie działo. Poszłam tam trochę z niepewnością, ale gdy po raz pierwszy byłam tam na wykładzie, usłyszałam, że Bóg „chce mnie wziąć za rękę i poprowadzić przez życie”, że ma plan dla mojego życia. To mnie bardzo ujęło. Powiedziałam wtedy: „OK Boże, chce żebyś miał aktywną rolę w moim życiu, byś żył ze mną i byś mnie prowadził przez życie.” Od tego czasu zaczęłam uczyć się chodzić z Bogiem z dnia na dzień. Później, jak miałam 21 lat to bardzo chciałam cos robić dla ludzi i dla Boga. Pytałam go: „Boże, co mam robić?” I wtedy on mi przypomniał te dni, kiedy jako nastolatka cierpiałam i szukałam czyjejś pomocy i przypomniał mi ze są dzisiaj tysiące, a nawet miliony nastolatków, które nadal szukają, jakiejś „reki”, nadziei w życiu. Wtedy postanowiłam ze będę chciała pracować z młodzieżą, by mówić im o tym, ze Bóg ma plan dla ich życia, kocha ich, i chce każdego z nich osobiście prowadzić przez życie, aby sami nie musieli męczyć się ze swoimi problemami. Także dlatego akurat młodzież.
B.G.: Jakie miałaś inne plany na życie, zanim zdecydowałaś się, żeby zostać misjonarką?
I.E.: Na początku, jak byłam w liceum to myślałam o tym, żeby być nauczycielką. Miałam bardzo różne pomysły. Chciałam być nawet stewardessą.
B.G.: A jak powstał pomysł pracy misyjnej?
I.E.: Pomysł, żeby być misjonarka, lub pracować z młodzieżą na cały etat zrodził się dopiero, gdy miałam te 21 lat, byłam już po szkole biblijnej i po prostu wiedziałam, ze Bóg mnie w tę stronę kieruje. Chciałam być posłuszna. Nie wiedziałam do końca, jak to będzie wyglądało, ale tak właśnie się wszystko „rozkręciło”.
B.G.: A jak wyglądała Twoja droga do momentu, kiedy nawiązałaś współpracę z JV? Czy musiałaś skończyć jakieś, by móc z nimi pracować? Mogłabyś opowiedzieć więcej na ten temat?
I.E.: Po szkole biblijnej pojechałam do USA, do szkoły, w której studiowałam „Poradnictwo Chrześcijańskie”, ponieważ specyficznie interesowały mnie problemy emocjonalne, z jakimi boryka się młodzież. Chciałam nauczyć się więcej na ten temat, dowiedzieć się, w jaki sposób Bóg może napotkać te potrzeby i pomóc im w praktyczny sposób. Z tego powodu uczyłam się tam przez kilka lat. Studiowałam poradnictwo, by być bardziej przygotowana do tego, co będę robić w przyszłości.
B.G.: A dlaczego akurat USA? Co skłoniło Cię, by wyjechać do tego kraju?
I.E.: Poznałam, ludzi którzy pochodzą z Denver, gdzie studiowałam. Ci ludzie pracowali już w tamtym czasie dla Josiah Venture, ja byłam wtedy młodą dziewczyną, której pomagali praktycznie pracować z młodzieżą i inwestowali we mnie osobiście. Dali mi posmak tego, jak to wygląda pomaganie młodym ludziom i bycie z nimi. Stali się dla mnie bardzo bliscy. Jak już skończyłam college to zaczęliśmy myśleć, że dobrze byłoby, gdybym wykształciła się bardziej kierunku poradnictwa. Jak już wcześniej wspomniałam, oni akurat pochodzili Denver, gdzie była dobra szkoła, zajmująca się kształtowaniem ludzi w poradnictwie. Tak więc moi znajomi pomogli mi tam wyjechać i tak znalazłam się w Stanach.
B.G.: I potem, gdy nawiązałaś już współpracę z JV zdecydowałaś się, żeby wrócić wraz z mężem do Polski, tak? Teraz jesteś we Wrocławiu. Czym się tutaj zajmujesz?
I.E.: Tak, teraz pracujemy z młodzieżą w Kościele „Społeczności Chrześcijańskiej we Wrocławiu”. Jest tam grupa młodzieżowa, pomagamy ich liderowi rozwijać tę służbę. Pracujemy z liderem i młodzieżą, która chce w jakiś sposób służyć i pomagać w rozwijaniu tej pracy.
B.G.: A na czym konkretnie polega praca z młodzieżą, o której mówisz?
I.E.: Ta praca składa się z kilku elementów. Jeden to indywidualna inwestycja w młodzież która rzeczywiście chce robić coś więcej. Wiąże się to z tym, że spędzamy dużo czasu z nimi sam na sam, próbujemy się z nimi zaprzyjaźnić i poznać ich lepiej. Potem, drugim elementem jest to, że inwestujemy w nich w duchowy sposób, pomagamy im iść bliżej z Bogiem i wspólnie z nimi szukać Boga w ich życiu. Patrzeć na życie przez pryzmat tego, Bóg ma dla nich zaplanowane. To jest poznawanie młodzieży i budowanie ich w sposób czysto relacyjny, ale też na poziomie duchowym. Kolejnym elementem jest
uczenie ich jak praktycznie mogą pomagać innym, czyli jak mogą poznawać głębiej swoich rówieśników, jak mogą ich zachęcać do tego, by traktowali Boga poważniej, czyli jak w praktyczny sposób pomagać innym zbliżać się do Boga.
B.G.: Dzięki. Czy na zakończenie mogłabyś podać trzy największe korzyści jakie masz w życiu z tego, że jesteś właśnie misjonarką?
I.E.: Ogromną radością jest mieć kontakt z ta młodzieżą, widzieć, jak chcą dojrzewać, zbliżać się do Boga, jak chcą pomagać innym i jak bardzo otwarci są na to, co ja czy Bóg może uczynić w ich życiu. Wspaniale jest też być w na tyle intymnych relacjach z ta młodzieżą, by pomóc im nawet w praktycznych problemach. Wspierać ich np. gdy mają problemy w domu, w szkole itp., ale też te głębsze typu, jak pomóc im poznawać Boga. To jest tez ogromna radość, bo Bóg chce mieć z nami, z każdym z nas, głęboką relację i jeśli go szukamy, to go znajdziemy. Więc dla mnie radością jest pomóc młodzieży szukać Boga w taki sposób, żeby go znaleźli.
B.G.: Dziękuję to była bardzo ciekawa rozmowa.
I.E.: Dziękuję.
Z Iwoną Eifling rozmawiała Beata Góral.
Taka mała iskierka

Część I – lato
Dworzec Główny we Wrocławiu, gorący dzień, około godziny 18.30. Wchodząc na dworzec mijamy jednego staruszka, brudnego, z długimi włosami i brodą, w jego dziąsłach trzyma się już tylko jeden ząb – widać, że tu mieszka. Jednak nie starcza nam odwagi. Jest nas troje. Idziemy dalej, pod zegar. Pusto. Dziwne. Skręt w prawo, skręt w lewo, krótka wymiana myśli – wychodzimy. No i są. Cała grupa. Wiedziałam, że muszą tu być. Nie możemy się przełamać. Wracamy.
- Patrz! Tam, po prawej. – podchodzimy do staruszka, który grzebie w koszu na śmieci. W ręku trzyma przeraźliwie żółty parasol. Na dworze jest ok. 27 stopni. Człowiek ubrany jest w sweter i kurtkę, na plecach – pękaty plecak. Prawdopodobnie ma na sobie wszystko, co posiada. Chyba się nas przestraszył. Odszedł.
Znowu wychodzimy. Dalej tam stoją. No bo niby gdzie mieliby pójść? Gdzie? Odpowiedź właśnie podjeżdża granatowym autem z białym pasem. Przed dworcem nagłe poruszenie. Kto może, stara się niepostrzeżenie oddalić. Gdzie ci policjanci ich wywożą? Na izbę wytrzeźwień? Na komendę? Do schroniska dla bezdomnych? Nie wiem.
- Może chce pan kanapkę? – podchodzimy do jednego człowieka. Wysoki, w średnim wieku. Wygląda niegroźnie, w miarę zadbany jak na bezdomnego. Z początku odnosi się do nas nieufnie, wypytuje, kim jesteśmy i czego od niego chcemy. Po dłuższej chwili rozmawiamy już zupełnie spokojnie.
- Przepraszam, że ja tak mówię, – z ust pana Leszka* sypią się brzydkie słowa – ja już nie umiem inaczej. Bardzo rzadko rozmawiam z „normalnymi ludźmi”. Oni wszyscy tutaj to są źli ludzie, zresztą ja też jestem zły człowiek. Jak się z takimi ludźmi jest to potem człowiek jest taki jak oni. Wy jesteście dobrzy, jeszcze młodzi. – w oczach pana Leszka widać łzy, ściska każdemu z nas rękę – Dziękuję wam, to dla mnie taka mała iskierka, że tacy ludzie jak wy, tacy „normalni”, chcecie ze mną rozmawiać. Ja jestem zły człowiek, kradnę, piję – nawet teraz jestem pijany. Bo ja jestem alkoholikiem, chciałem rzucić ale tutaj to się nie da. – jakby na potwierdzenie tych słów podchodzi człowiek z butelką taniego wina i daje panu Leszkowi się napić. – widzicie, jak odmówisz to Cię wyklną.
Podczas tej rozmowy co chwilę podchodzą inni bezdomni ludzie z tego dworca.
- Czy można by też taką kanapeczkę? – wieść o tym, że rozdajemy kanapki bardzo szybko rozeszła się po dworcu. Pan Leszek swojej nie zjadł – Dam komuś głodnemu – mówi.- Ja wierzę, że ja jeszcze wyjdę z tego dworca. Chcę jeszcze spotkać moją córkę, bo ja mam córkę, tutaj we Wrocławiu, ale ona nie chce mnie znać. Nie udał jej się ojciec. Nie robi nic pożytecznego, pieniędzy nie daje. Ponad 4 lata jej nie widziałem. Bo tutaj każdy dzień jest taki sam i ciągle tylko te psy przyjeżdżają… – Przed główne wejście dworca znowu podjeżdża samochód policyjny. W oczach pana Leszka widzimy niepokój ale rozmawiamy dalej. Idzie dwóch policjantów w odblaskowych, żółtych kamizelkach. „Zgarniają” jednego człowieka koło nas. Z tyłu dwóch innych szarpie się z kobietą w średnim wieku. Nas mijają bez słowa.
W miarę młody mężczyzna, zaczyna nas zaczepiać. Domaga się pieniędzy. Gdy odmawiamy zaczyna nas obrażać.
- Zostaw ich, oni są chronieni! Ich nie wolno ruszać, rozumiesz?! – broni nas pan Leszek, tłumacząc, że to najgorszy złodziej tutaj. – Ale was nie ruszy, oni mnie słuchają – uspokaja nas.
Część II – zima
Jest grudzień. Nie ma mrozu, to dość ciepły dzień. Wchodzę na dworzec. Sprawia dobre, czyste wrażenie. Powoli idę przed siebie. Po lewej stronie widzę człowieka stoi przed KFC i wydłubuje coś ze swojej długiej, zaniedbanej brody. Na dole, na siedząco, śpi mężczyzna w zielonej kurtce, podartej czapce i starych zniszczonych butach. Na samym dworcu nie ma ich zbyt wielu. Wychodzę głównym wyjściem. Są. Oczywiście. Nic się nie zmieniło. Nadal stoją w tym samym miejscu, wielu nadal ubranych w ten sam sposób. Wszystko jest tak samo. Tylko ludzie inni. Nie poznaję żadnej twarzy. Szukam wzrokiem pana Leszka. Nigdzie go nie ma. Kto wie? Może spełniło się jego marzenie i w końcu „wyrwał się z dworca”? Zbliżają się święta, przed świętami ludzie często rozdają na dworcu kanapki. Ale to tylko taka mała iskierka. A może… aż mała iskierka?
Beata Góral
* imiona podane w artykule zostały zmienione
DZIEŃ ŚWIATŁA NOCĄ
PEŁNĄ NIESPODZINEK.
„Dzień Światła” witam z radością. Zapoczątkowany został przed pięcioma laty jako projekt dydaktyczny i zrealizowany wówczas jako spontaniczny gest, wraz ze słuchaczami ABRYSu. Stawał się z roku na rok czymś więcej niż zmaterializowaną ideą uczenia sztuki. Pokazał głęboką potrzebę dyskursu artystycznego poprzez temat światła oraz wspaniałomyślność zaangażowanych twórców kolejnych odsłon „Dnia Światła” (Maciej Stawiński, ojciec święta.)
12.12.2008 godzina 19.00. Już od samego wejścia gra główną rolę – światło. Przed drzwiami stojąca lampa, w środku… żartobliwa tablica ostrzegająca przed promieniowaniem. Tak witają swoich gości Autorskie Licea Artystyczne w „Dzień światła”, który jak na „dzień” przystało odbywać będzie się nocą.
Na korytarzu z minuty na minutę robi się coraz gęściej. Już godzinę wcześniej przywitano gości. Swój występ jako pierwsi mogą przedstawić niepełnosprawni artyści. Widać sporo nowych twarzy, gości. Kilkoro uczniów z uśmiechem na twarzy wita przybyłych i kieruje do sali gimnastycznej. Tam oficjalnie ma się rozpocząć dzisiejsze wydarzenie-obchody św.Łucji.W sali panuje półmrok i rozświetlony świeczkami, jest gwarno. W końcu jest cisza. Zaczyna się. Dyrektor wita przybyłych, wypowiada się też oczywiście pan Maciej Stawiński. W końcu w rytm pieśni „Santa Lucia” wchodzi orszak Łucji. Dziewczyny ubrane w białe szaty zajmują miejsca z przodu sali. Następnie pani Elżbieta Towarnicka przybliża zgromadzonym historię święta Łucji.Opowiada o zwyczajach, a pod koniec wszyscy zgromadzeni z entuzjazmem przyjmują poczęstunek w postaci grzanego wina i tradycyjnych szwedzkich ciasteczek, z których mają także okazję sobie trochę powróżyć.
Po zakończeniu uroczystego przywitania zagadujemy św. Łucję-królową wydarzenia, którą była Monika Linkiewicz uczennica szkół ALA. Zadajemy jej kilka pytań.
Co czułaś, gdy weszłaś na salę jako św. Łucja i oczy wszystkich ludzi zwróciły się ku Tobie?
Czułam zagubienie i to, że chyba nie ja powinnam nią być
Dlaczego tak sądzisz?
Ponieważ wiem, że wiąże się to z dużą odpowiedzialnością tak jak np.: niesienie nadziei, zobowiązuje do uśmiechu na twarzy szczególnie, gdy dopisuje trema i jest trudno przełamać stres, a przy okazji dać drugiej osobie otuchę.
Ale jednak dałaś sobie radę!
Tak dałam sobie radę, ponieważ na sali były osoby mi bliskie.
Kolejną atrakcją był występ taneczny „Narodziny światła”, który już nie po raz pierwszy wystawiony był w ALA. Najpierw bardziej nastrojowo, później w rytm hip – hopu zadziwiał uczestników zespół „Skiba”.
Przybyłym obchody dnia światła przypadły do gustu:
-Jesteśmy tu od początku ,od 18. Najbardziej podobał nam się pierwszy występ, który wykonały osoby niepełnosprawne. Był bardzo wzruszający. Fajny był też pokaz osób tańczących.
Niektórym tak bardzo podoba, że mają zamiar zostać w szkole do samego rana, np. pani Celina Niedzielska:
-Planuję zostać do rana. Najbardziej podoba mi się to, że jest całkiem inaczej niż dotychczas – o innej porze, że będziemy w szkole całą noc i, że rano zobaczymy światło, które wstanie zza horyzontu. Mam nadzieje, że nie będę spała jakoś w tym czasie, bo jestem śpiochem.
W tak ważnym dla ALA dniu nie mogło oczywiście zabraknąć pana Sklepika, oto jak komentuje swój udział w dniu światła:
- Ja nie wiem czy mi się podoba, bo jestem po całym dniu pracy, ale doceniam to, że tylu ludzi przyszło do szkoły i chcą robić nie tylko cos dla siebie, ale i dla innych. I cieszę się, że ludzie, Wy tu jesteście, uważam, ze nie powinno mnie tu też zabraknąć.
Zza wiszącej, delikatnej, białej ścianki widać z gracją i subtelnie poruszającą się postać, a raczej jej cień. Ku zaskoczeniu widzów zza ścianki wyłania się miło wyglądająca pani – to Krystyna Dyrda-Kortyka, która w ten sposób zaprezentowała nam swój pokaz pt.” Pejzaż światła” Po wypowiedzi pani Krystyny także uczniowie mieli okazje stanąć w jej miejscu i sfotografować swój cień.
„Światłotłok” w reżyserii pani Moniki Semenowicz to projekt grupy dziennikarsko – literackiej. Występujący zaprosili nas na szkolną palarnię nad którą zawieszona została wykonana ze sznurka sieć. Co chwilę głos zabierała jakaś osoba z tłumu. Słyszeliśmy bardziej lub mniej poetyckie wypowiedzi o świetle i nie tylko. Sens wystawionej sztuki przedstawiła nam jedna z uczestniczek występu Monika.L.
Chodziło o „światłotło” czyli o informacje ,które przekazujemy komputerowo- internetowo.Przez ile osób tak naprawdę przepływa ,bo to nie jest jedna strona i jedno gadu-gadu ,to jest 100 stron włączonych na sekundę przez miliony ludzi i tak naprawdę każdy odbiera coś innego. Pamiętajmy główne hasło „ŚWIATŁOTŁOK”.
Zapytałyśmy również o zdanie główną organizatorkę owego pokazu Monikę Semenowicz nauczycielkę j.polskiego i dziennikarstwa.
Ja biorę udział w dniu światła już 5 raz ,3 raz jako współwykonawca ,w tym roku z grupą dziennikarską przygotowałam światłotok. Sama idea przedstawiała to, że każdy z nas ma jakąś tam iskrę, czasami również jak chce zapalić papierosa(śmiech). Ale to zawsze jest iskra.
Z obserwacji wnioskujemy, że ludzie z kierunku dziennikarskiego są bardzo zajęci. Zagadujemy ich…
Nawet nie umiem dokładnie określić czy podoba mi się dzień światła, ponieważ cały czas występuje. Przed chwilą miałam występ, więc skończyłam swoja rolę i jestem wniebowzięta. – mówi Monika.
„Jest w każdym słowie światła błysk” – to fragment piosenki Leonarda Cohena, który zainspirował nauczyciela etyki, pana Janusza Maja do napisania krótkiej refleksji na temat światła. Po jej wygłoszeniu pan Janusz zaprosił nas do sali teatralnej, w której odbył się koncert – śpiewane były oczywiście piosenki Cohena.
-Słowa piosenki Cohena to motto, które towarzyszy moim ,powiedzmy, działaniom z okazji dnia Światła.Związane jest z takim pierwotnym zamierzeniem ,które polega na wysnuwaniu refleksji filozoficznej, ukazującej się poprzez światło i mowę. Światło samo w sobie, nie jest w pełni poznaniem. Do tego poznania światła ,trzeba dołożyć mowę ,dlatego ,ze człowiek jest bardziej tym kim jest dlatego ,ze mówi, że w słowie ukazuje coś, w świetle ,albo jeśli nie ,to ,to światło poznania trzeba ująć w słowo. Dlatego właśnie w tym roku, wymyśliłem motto z pieśni Cohena ‘Jest w każdym słowie światła błysk’.I ten komentarz napisałem .Już nie pisze esejów tylko staram się wszystko w taki prosty sposób przekazać. – mówi Janusz Maj.
Widzimy przy sali gimnastycznej Zuzie, która wraz z panem Januszem wykonywała piosenki Cohena.
Jak oceniasz swój występ? Podobał Ci się?
- Trudno powiedzieć czy mi się podobał mój występ, bo kiedy siedzi się na scenie nie ma się pojęcia jak to wychodzi i jak odbierają to ludzie. Na pewno w jakiś sposób czułam się stremowana, bo dzisiaj graliśmy to pierwszy raz i dzisiaj wystąpiliśmy ,nie było żadnych przygotowań.
Zaskakującą instalację pt. „Promieniowanie” przedstawiła pani Ewa Mizera. W tej pracy motyw światła połączony został z dźwiękiem ludzkiego oddechu. W ciemnej sali na podłodze został umieszczony model kostki do gry, powiększony do ok. metra wysokości. Gdy kostka „wdychała powietrze” z jej środka promieniowało światło, rozświetlające cały pokój, by powoli zniknąć wraz z „wydechem”.
Pierwszy ukazywał dwie historie dówch par , żyjących w sąsiednich mieszkaniach. Spektakl mówił o zdradzie i wierności, o kobietach i o mężczyznach. Na koniec aktorzy nawiązują łączność z publicznością podając światło świec.
Drugi – to muzyczna opowieść o życiu człowieka, od narodzin, przez poznawanie świata, miłość, aż do śmierci. Wszystko w saksofonowym akompaniamencie.
W tym dniu nawet wf-owska szatnia nabrała światła. Wewnątrz Zuzanna Moczek i Emilia Pęcherek zaprezentowały swoją instalację pt. „Nasze wewnętrzne światło”. Zwiedzający mogli zobaczyć szereg zdjęć rentgenowskich różnych części ciała człowieka podświetlonych kolorowymi żarówkami a nawet materiał z USG, przedstawiający nienarodzone jeszcze dziecko.
Całej imprezie tajemniczości nadał labirynt. Wśród czarnych ścian każdy zwiedzający po kolei mógł dowiedzieć się w jaki sposób światło inspiruje artystę, przez którego to dzieło zostało stworzone. Od nadmorskich kolarzy aż do światła pryzmatu, drogą przeprowadził nas Michał Michałczyk.
Na wielkim białym prześcieradle na patio wyświetlone zostały obrazy na temat światła. Przygotowane przez Artura Szabatowkiego.
Pomysłodawca święta również nie pozostał bierny artystycznie. W hali CKP Maciej Stawiński zaprezentował swoją instalację pt. „Interwał światła”. Przedstawiała ona wyświetlaną za pomocą rzutnika świetlaną postać człowieka maszerującą po ścianie. Wyłaniała się ona z jednej by po przebytej drodze zniknąć z drugiej strony tej ściany.
Ci, którym udało się wytrwać aż do godziny trzeciej w nocy mogli rozłożyć się wtedy na przygotowanych materacach na Sali gimnastycznej i w ten sposób przeżyć ostatnie wydarzenie dnia światła jakim była medytacja przeprowadzona przez ezoteryka, Grzegorza Zielonko, zatytułowana „ Światło wewnętrzne – wibracja światła”.
Poranek.Budzą nas oczekiwane przez całą noc promienie dnia świętej Łucji.Prawdziwe i najpiękniejsze światło.
autorzy: Beata Góral, Ola Buder, Magda Jeleń.
Autorem wykładu, na podstawie którego napisano omawianą książkę jest legenda polskiego i światowego reportażu. Często określany jest jako “człowiek obdarzony absolutnym wyczuciem informacji, klimatu i wydarzeń”. Posiada niesamowitą zdolność obserwacji i spostrzegania tego, co dla innych jest niewidoczne. Posiada instynkt reportera prowadzący go wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Potrafi doskonale obserwować i analizować otoczenie, szybko staje się częścią obserwowanego środowiska, a dzięki swojej neutralności potrafi w pełni obiektywnie ocenić to, co widzi”. Ryszard Kapuściński (1932 – 2007), zawód – reporter.
“Spotkanie z Innym” dzięki bogatemu językowi autora oraz umiejętności sprecyzowania swoich poglądów i doświadczeń tak, aby trafić do wszystkich odbiorców, przedstawia w sposób jasny i zrozumiały wagę poruszanego problemu, jego czynniki, metody rozwiązania oraz – w celu przedstawienia słuchaczowi bądź czytelnikowi różnych punktów widzenia rozprawianego problemu – przytacza cytaty cenionych pisarzy i filozofów, ich poglądy na temat: kim jest Inny, jak go traktować. Autor rozpoczyna wykład ciekawymi faktami, które swoje rozwinięcie znajdują w dalszej części lektury. Wyjaśnia, co go skłoniło do wybrania postawionego problemu jako tematu wykładu. W rozwinięciu Kapuściński opisuje jak na przestrzeni wojen, międzynarodowych kompromisów oraz przemian społeczno-gospodarczych, i globalizacji świata, stopniowo ewaluował stosunek postrzegania Innego. Opisuje trzy możliwości, które zawsze stały przed człowiekiem, ilekroć spotkał się z Innym: mógł wybrać wojnę, mógł odgrodzić się murem, mógł nawiązać dialog. Uważa, iż w dzisiejszym kosmopolitycznym świecie człowiek najczęściej wybiera tą ostatnią opcję, ponieważ ułatwia nam ona rozwój pod względem zawodowym i osobistym. Często przychylamy się do tej trzeciej możliwości również dzięki nauce płynącej z historii, a mianowicie uczymy się na błędach naszych pobratymców, którzy początkowo nie potrafili egzystować z Innym. Ważnym wnioskiem jest fakt, zawierający się w następującym cytacie wykładu Kapuścińskiego: “Zwróćmy uwagę, że pojęcie “Inny” jest najczęściej określane z punktu widzenia białego, Europejczyka. Ale dziś idę przez wieś w górach Etiopii, biegnie za mną gromada dzieci pokazujących mnie palcem, rozbawionych i wołających: Ferenczi! Ferenczi! – To znaczy właśnie: obcy, inny. Oto przykład dehierarchizacji świata i jego kultur. Że co prawda Inni są Inni, ale dla tych Innych to ja właśnie jestem Inny.”
Lekturę pięknie podsumowuje autor stwierdzeniem opartym na swym bogatym doświadczeniu, że jedynie życzliwość w stosunku do Innego gwarantuje nam sukces w relacji z obcym człowiekiem. Osobiście uważam tą tezę za kwintesencję recepty na pozytywną konfrontację z każdym człowiekiem, każdym Innym. Równie piękne jest zakończenie książki oparte na cytacie J. Conrada: “przemawia do (…) przeświadczenia o solidarności, która zespala w jedno samotność nieprzeliczonych serc ludzkich, do wspólnoty w marzeniach, radościach, troskach, dążeniach, złudzeniach, nadziei, lęku, która łączy całą ludzkość – umarłych z żywymi, a żywych z jeszcze nienarodzonymi”.
Po przeczytaniu “Spotkania z Innym” bez żadnych wątpliwości ani chwili zastanowienia, stwierdzam: wspaniały autor, wspaniała książka. Ale co najbardziej przykuwa moją uwagę i składa się na tak pozytywną ocenę? Przede wszystkim imponuje mi fakt, w jaki sposób został ujęty problem. Autor nie odbiega od tematu, pisze zwięźle i bez tak zwanych “zbędnych kwiatków”. Często jednak posługuje się wyczerpującymi opisami swoich doświadczeń i przeżyć, ale to na szczęście działa na korzyść lektury: urozmaica język, sprawia, że książka wciąga, ale przede wszystkim uwiarygodnia i przekonuje o słuszności poglądów Kapuścińskiego na temat Innego. Dla przybliżenia postawionego problemu autor wykorzystuje sporo cytatów innych filozofów, rozprawiających na ten sam temat. To pozwala nam, odbiorcom spojrzeć na konfrontację z innym i jej wagę z różnych perspektyw, nie tylko z punktu widzenia samego autora. Jak już wcześniej wspomniałam, sposób jaki autor wykorzystał do ujęcia tematu jest zwięzły i konkretny, a to z kolei składa się na łatwość odbioru. Kapuściński nie afiszuje się swoją jakże ogromną wiedzą, a wręcz przeciwnie – działa na korzyść odbiorcy – relacje z Innym opisuje tak, aby każdy zrozumiał jego słowa. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, a zarazem nauczyć się można wielu rzeczy. Ja osobiście często przerywam na chwilę czytanie, aby skłonić się do własnych refleksji czytanego fragmentu, przetrawić je i zakorzenić w sobie.
Kolejnym aspektem, wzbudzającym moje zaciekawienie lekturą jest ukazanie problemu od zarania dziejów, co oczywiście także wpływa na ujęcie tematu. Kapuściński wprowadza nas w świat jakże odległy, ale intrygujący dla ludzi XXI wieku – w świat pierwszych społeczności. Otóż, pisząc, że najpierwszymi grupami ludzkimi były małe rodziny-plemiona, liczące trzydzieści-pięćdziesiąt osób, (dla których inni ludzie nie byli ludźmi, ponieważ tylko oni stanowili grupę zasługujących na miano bycia człowiekiem), zaczyna interesującą wyprawę od początków pierwszych ludzi (chodzi o symbol – nie mylić z Adamem i Ewą) aż po współczesność. Na podstawie tej wędrówki potrafię omówić każdy etap ewaluowania na przestrzeni wieków pojęcia Innego.
W książce jest dokładny podział na wstęp, rozwinięcie oraz podsumowanie. Wszystkie te elementy się wzajemnie dopełniają, a także – aczkolwiek są odseparowane od siebie – tworzą jeden wspaniale narysowany obraz, utworzony z najlepszych farb, wykonany najlepszymi pędzlami, a jego twórca niepodważalnie posiada “to coś”. Wartym zaznaczenia jest również fakt, że znaczenie podtytułu odzwierciedla się już w pierwszym zdaniu, tym samym podkreśla to jego dużą wagę. Otóż Autor rozpoczyna wykład refleksją, że podczas jego długo trwających podróży po świecie, najważniejszym kłopotem nie były granice i fronty ani też zagrożenia płynące z podróży, przez które często nastawiał na ryzyko życie, ale przebieg spotkania z innymi ludźmi. “Każde spotkanie było wielką niewiadomą: jak przebiegnie? jak się potoczy? czym zakończy?”.
Niestety, książka jest bardzo krótka. Ze względu na fakt, iż jest to poddany drukowi wykład, lektura jest zawarta w 9 stronach. Grubości dodatkowo nadają książce sztywna okładka, angielskie tłumaczenie oraz życiorys Ryszarda Kapuścińskiego. Rzekłbyś – “książeczka” zamiast książka. Jednakże ubogą ilość stron niweluje bogata zawartość treści.
Reasumując, już się nie będę powtarzać, jak bardzo “Spotkanie z Innym jako Wyzwanie XXI wieku” przypadło mi do gustu. Chciałabym podkreślić tylko fakt, że jest to książka warta przeczytania. Porusza problem człowieczeństwa, a więc jest dla wszystkich tych, którzy na temat bycia człowiekiem coś wiedzą. Wykład Kapuścińskiego, aczkolwiek krótki, to jednak uczy i uwrażliwia na postrzeganie drugiego człowieka. Bo chociaż się zupełnie różnimy od kolegi z pracy, to jednak jesteśmy tacy sami – reprezentujemy tą samą grupę i w takim samym stopniu składamy się na postrzeganie tejże grupy przez jej członków. Kto wie, czy dzięki “Spotkaniu z Innym” nie spojrzysz na owego kolegę z pracy z innej perspektywy? Czy może nawet nie zmienisz negatywnego nastawienia do niego? Polecam tą książkę Tobie, Tobie oraz Tobie, i jeszcze tam temu Innemu:) Pamiętajcie! Tylko życzliwość do drugiej istoty jest tą podstawą, która może poruszyć w niej strunę człowieczeństwa:)
Być Polakiem
Książka “Busz po polsku” to zbiór dwudziestu jeden reportaży Ryszarda Kapuścińskiego. Z każdym kolejnym czytelnik przebywa podróż w głąb historii i mentalności polskiego społeczeństwa. Autor prowadzi nas drogą od Drugiej Wojny Światowej widzianej oczami dziecka, poprzez obrazy polskiej wsi, robotników zdążających do Nowej Huty, sportowców, waletowców, a kończąc w dalekiej Afryce na nieudanych próbach przybliżenia naszego kraju tubylcom.
Podczas czytania uwagę zwraca fakt, iż treść idealnie koresponduje z językiem i stylem reportaży, co nadaje im większą głębię. Czytelnik po prostu zatapia się, wczuwa w opisaną przez autora sytuację. Niczego nie brakuje. Szczegółowe opisy, tak charakterystyczne dla twórczości Ryszarda Kapuścińskiego, w przypadku tych krótkich tekstów nie są absolutnie męczące, za to dodają realizmu. Stajemy się na krótką chwilę częścią tej opowieści i ze zdziwieniem odkrywamy, jak bardzo do bohaterów tych reportaży my sami jesteśmy podobni.
Moim zdaniem książka “Busz po polsku” to pozycja zdecydowanie godna polecenia. W stu procentach zasługuje ona na to, by zająć miejsce na półce w wielu polskich domach. Bo to w końcu o Polakach, do Polaków.
toll3
List miłosny ,który musieliśmy napisać z podanych słów.
Ukochany!
Znalazłam Twój adres w książce telefonicznej ,kiedy to ze smakiem zjadałam otręby pszenne.Wyczytałam w starej gazecie ,że pasujemy do siebie jak spocony podkoszulek do chwastów.Moja dziura w zębie tęskni za Tobą.Marzę o tym byś przyjechał po mnie swoim traktorem na romantyczną podróż na kopie Kościuszki.Założę wtedy swoje różowe sandałki z cekinami ,które tak lubisz.Twoją szyję przewiąże szalikiem cioci Basi.I zaciągne Cie do zmywaka.Okryje nas czerwona płachta i będziemy wspólnie zmywać naczynia przez całą noc ,jak w dniu gdy się poznaliśmy ,a potem przywiążesz mnie do taczki złotym łańcuchem i żadna klamka nas nie rozłączyl.Jak skończymy to pobawimy się wspólnie scyzorykiem i umyjemy nasz traktor szczoteczką do zębów. I na zawsze będziemy trwać w naszej szalonej miłości.
Twórczość grupowa.
Nie ma jeszcze komentarzy »
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack
Dodaj komentarz
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.
